Jak czerpać radość z procesu?

Świat rozwoju osobistego podzielony jest na dwie główne “strefy ideologiczne”, w których dominują bardzo często przeczące sobie przekonania. Jedni mówią, że ciągłe cierpienie to coś co odróżnia nas od “przeciętnych” na drodze rozwoju, inni natomiast, aby jak najbardziej unikać pogoni za rozwojem i stawiać na samoakceptację. A może da się pogodzić te dwa podejścia?

Cóż – moim zdaniem najważniejszy jest balans i zrozumienie, że w różnych okolicznościach działają inne zasady. W pewnych warunkach, cierpienie może być źródłem motywacji, a w innych staje się niepotrzebnym ciężarem.

Radość to ważny element życia, ale nie jedyny

Uważam za radykalne stwierdzenia, że radość w życiu, to coś, do czego nie powinniśmy dążyć – a tak zaczęło to trochę brzmieć w branży rozwoju. Niejednokrotnie wspominałem o trudnościach w definiowaniu swoich emocji i stanów. Dlatego istnieje negatywne, niepotrzebne narzucane sobie cierpienie, ale istnieje też cierpienie motywujące i ulepszające.

Dla przykładu, przekraczając swoje granice czy prościej mówiąc – progresując – w sporcie możemy mówić o dyskomforcie, a nawet cierpieniu danej osoby. Jednakże oczywiście zyskuje ona w zamian ciało, wydolność czy umiejętności, które były celem treningu. Warto więc zauważyć, że cierpienie może mieć pozytywny wpływ na polepszanie życia osoby, która dobrowolnie się jej poddaje.

Chyba zauważyliśmy też, że są ludzie (lub sami tego doświadczyliśmy), którzy po rozstaniach przechodzą tzw. glow-up, czyli poprawiają w sobie coś na lepsze. Jeżeli robią to szczerze i darzyli drugą osobę szczerymi uczuciami – to cierpienie może im towarzyszyć w dużym natężeniu w tym trudnym okresie. Co więc stoi za tym, że w cierpieniu odnaleźli motywację? A może… odnaleźli radość w cierpieniu?

Radość w mojej opinii znajduje sie po jednej stronie monety, po drugiej znajduje się cierpienie. Jeżeli nie doświadalibyśmy cierpienia, radość nie miałaby takiej samej siły. Dlatego posilek smakuje tak dobrze po ciężkim treningu.

Radości bliżej natomiast do uczucia relaksu, spokoju wewnętrznego, braku napięcia. Myślę, że tutaj mamy bardziej zbliżone odczucia co do definicji tej emocji. Wiemy już, że rozwój jest niestety powiązany z dyskomfortem, który może być odbierany przez daną osobę jako cierpienie. Także więc na drodze rozwoju, radość warto w jakiś sposób “przyłączyć” do emocji niekomfortowych.

Tak samo jak motywacja może występować w harmonii z cierpieniem, może też współgrać z uczuciem radości. Choć uważam, że jest w tym dużo racji, że cierpienie pod względem siły napędowej jest znacznie bardziej motywujące niż poleganie na samej radości. Jest to chyba logiczne.

Do sedna – radość to emocja, którą warto budować niezależnie od dyskomfortu i cierpienia na drodze rozwoju. A jak zrobić to najszybciej? Chcę przedstawić Ci skuteczne metody!

Przyszłość jest iluzją

Jaka jest według mnie więc najszybsza droga do radości w procesie? Otóż jest to ciagłe zwiększanie świadomości, że pomimo słuszności planowania, żyjemy tu i teraz. Tymbardziej, jeżeli rozumiemy, że rozwój to opóźniona gratyfikacja, to czy nie logicznym jest odnajdywanie radości w chwili obecnej? To co robisz teraz, plusuje w przyszłości. Ale przyszłość nigdy nie nadchodzi, ona zawsze przybiera formę teraźniejszości – taki oczywisty truizm.

Medytacja, spacery, podróże. Wszystko to stanowi ciekawy sposób na zwiększanie radości w procesie. W stanie spokoju wewnętrznego, który dla wielu jest radością, jesteśmy bardziej produktywni. Wysoki poziom kortyzolu nie sprzyja produktywności na dłuższą metę i niszy Twoje zdrowie. Jeżeli kosztem swojego zdrowia, chcesz ugrać 10% szybszego sukcesu, to zachęcam do rozważenia priorytetów. Każdy jest z resztą inny, nie wszyscy chcą wyrabiać elitarną tolerancję na stres lub nie mają do tego predyspozycji, po prostu.

Zapracuj na radość w procesie

Jeżeli czujesz więc, że emocja radości jest dla Ciebie motywująca, jednakże potrafisz postawić na delayed gratification (ang. opóźnioną nagrodę) i przez pewien czas wycierpieć – tworzysz idealny balans, który równoważy w sobie akceptację cierpienia, dążenie do radości i rozwój.

Najciekawsze zjawisko jednak powstaje, gdy proces trwa wystarczająco długo (czasem naprawdę długo) i nagrody, na które pracujemy, zaczynają się uwidaczniać. I jeżeli w tym momencie nadal kontynuujemy swój rozwój – staje się on radosny, ponieważ nakłada się na codzienne cierpienia związane z rozwojem.

Krótko mówiąc, zbieramy owoce swojej pracy, jednak nie poprzestajemy na pracy. Jest to ciąg otrzymywania nagród, przy jednoczesnym oddawaniu coraz to mniejszego cierpienia na poczet dalszych nagród.

I tutaj dochodzimy do kluczowej kwestii. Logiczne jest bowiem, że zaprzestając rozwoju cały napędzony ruch w końcu spowalnia i od nowa musimy budować “radość w procesie”. Tym samym staraj się, aby rozwój nie był dla Ciebie sprintem, lecz maratonem. Nie spoczywaj na laurach, gdyż przekonanie o niezniszczalności naszych dążeń jest iluzją. Albo się rozwijasz, albo się cofasz. Nie oznacza to, że nigdy nie możesz odpocząć i nacieszyć się owocami swojej ciężkiej pracy – lecz uświadom sobie, że na wszystko jest czas i miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *